Kto ma mieć kiedy serce, ma je zaraz z młodu.
   strona główna :: artykuły :: forum dyskusyjne :: ku pamięci :: Ogłoszenia :: e-kartki :: tanie WWW i email :: księga gości :: Forum ZWIERZĘTA





Dać im szansę


Kiedy Rafał zobaczył Wiolę, powiedział: - Ona ma takie same włosy, jak ja. Będzie moją koleżanką. Od tego momentu tych dwoje rudzielców to para niemal nierozłączna. Razem się bawią, razem siedzą w ławce, zawsze obok siebie. Wiola ma Zespół Downa, Rafał jest dzieckiem autystycznym. Właściwie: był.

- W tej chwili lekarze określają go jako dziecko z cechami autyzmu – mówi jego mama, Beata Broszczakowska. - Wcześniej był stuprocentowym autystykiem.

Zaproszenie dla świata

Autyzm lekarze stwierdzili u Rafała, gdy miał dwa lata. Badania tomografem komputerowym nie pozostawiły cienia wątpliwości – całkowita blokada układu nerwowego. Rafał był jak wyłączony ze świata. Siedział w kącie, czasem gaworzył coś do siebie. W przedszkolu był niemal jak przedmiot. Jakby nie zauważał innych dzieci, zabawek. Jedyną osobą, z którą nawiązywał minimalny kontakt, była matka. I to ona robiła wszystko, żeby przebić się do zamkniętego świata syna. Nie chce rozwodzić się nad szczegółami. To całe lata ogromnej pracy, rehabilitacji, dostarczania Rafałowi bodźców, które powoli, krok po kroku, otwierały go dla innych.


- Nie wolno się załamywać, nigdy nie wolno zwątpić, że to się uda - uważa. - Nawet, gdy wydaje się, że jest to walka zupełne bez szans. Mój syn jest tego dowodem. Nam się udało.

Rafał z entuzjazm nadrabia stracone lata. Czyta wszystko, co mu w rękę wpadnie, pasjonuje się wieloma dziedzinami. Uwielbia historię, interesuje go wszystko, co zdarzyło się w przeszłości. Ma 10 lat, ale jego wiedza historyczna znacznie przekracza poziom podstawówki. I to nie tylko specjalnej, w której się uczy. Nie bawi się zabawkami, jak inni chłopcy w jego wieku. Samochodziki, klocki – w ogóle go nie zajmują. Tak, jakby uważał, że szkoda czasu na zabawę, skoro ma do nadrobienia kupę poważniejszych rzeczy. Otworzył się na ludzi. Już nie tylko mama, ale i tato, brat, koledzy ze szkoły, nauczyciele mają dostęp do jego rzeczywistości, dostali zaproszenie. Tylko podczas zabawy Rafał od czasu do czasu dyskretnie szuka wzrokiem mamy. chce się upewnić, że jest gdzieś w pobliżu.

- Jedynym śladem jego autyzmu jest to, że wciąż musi mieć szablon – mówi mama Rafała. - Jego dzień musi być precyzyjnie, uporządkowany, ściśle według zegarka, na którym zna się doskonale. Trzeba się dostosować do tego, że wszystko musi się odbywać punktualnie. Ale i temu zaradzimy, jestem przekonana.

Radzili oddać do zakładu

Rafał skacze z Wiolą na drewnianym koniku. Oboje się śmieją, żartują. Danuta Sosnowska z dumą przygląda się swojej rudowłosej córce.

- Lekarze uznali, że Wiola nie przeżyje trzech miesięcy – opowiada. - Jest zbyt słaba i musi umrzeć. Kiedy jednak nie umarła, radzili oddać ją do zakładu. Mówili, że skoro mam już czwórkę dzieci, to najlepsze wyjście, bo i tak nic z niej nie będzie.

Z rozpaczą przyglądali się słabiutkiemu niemowlęciu, które tylko spało i jadło, nie interesując się otoczeniem i nie reagując na bodźce. Kiedy jednak Wiola w końcu się uśmiechnęła, byli pewni: pójdziemy do przodu. Po raz pierwszy dziecko zapłakało, gdy miało 5 miesięcy. Tak się cieszyli, że uwiecznili ten pierwszy płacz na dziesiątkach zdjęć.

Rodzina postanowiła udowodnić, że lekarze nie mają racji. To dla córki przeprowadzili się z małej miejscowości do Wrocławia. Tam, gdzie mieszkali, nie było dla niej żadnych edukacyjnych możliwości. Początkowo chodziła do normalnego przedszkola. W swoim miasteczku była pierwszym dzieckiem z Zespołem Downa w takiej placówce. Wrocław, w którym tak wiele się mówi o integracji, miał być dla niej szansą. Jednak powitał ich kubłem zimnej wody. Nie udało się zapisać Wioli do integracyjnego przedszkola, bo limit miejsc został wyczerpany. Znowu znalazła się w zwyczajnym przedszkolu, i to po wielkiej znajomości. Po przedszkolu czekała ją żmudna praca. Rehabilitacja, gimnastyka, logopeda, nauka literek, piosenek. wszystko, co miało służyć jej rozwojowi. W szkole specjalnej Wiola znalazła prawdziwą pasję. To jest czytanie.

- Mamo, tu chyba brakuje literki "o", powinno być "ogród" – mówi mała, pochylona nad książką. Właśnie natknęła się na nieznane słowo "gród", bo bajka jest o czasach rycerzy i pięknych księżniczek. Takie pytanie oznacza, że Wiola czyta niezwykle uważnie. I doskonale rozumie, co czyta. I uwielbia to. I potrzebuje coraz trudniejszych, coraz bardziej skomplikowanych bajek.

- Nieustannie słyszałam, że dzieci z Zespołem Downa rozwijają się tylko do pewnego wieku, a potem się zatrzymują i nic się już nie poradzi – mówi Danuta Sosnowska. - A to nieprawda. Według tego, Wiola już niczego nie powinna się nauczyć, a ona wciąż się rozwija. Mówi się także, że te dzieci nie biegają. A one nie tylko biegają, ale skaczą i tańczą.

Wakacje to stracony czas

Tancerzem numer jeden jest w szkole Ignaś. 16-latek z Zespołem Downa jest niezwykle muzykalny, w tańcu daje z siebie wszystko. To prawdziwy cud, że żyje. Urodził się także z żółtaczką, białaczką, zespołem złego wchłaniania.

- Dla lekarzy był prawdziwym królikiem doświadczalnym, ale się udało – przyznaje jego mama, Grażyna Tyńska. Przyznaje jeszcze jedno:

- Jak na początku byłam cała nieszczęśliwa, tak teraz jestem najszęśliwsza, że Ignaś jest. To dziecko emanuje nieprawdopodobną energią, ciepłem, daje taką motywację do działania!

Ubrać buty i samodzielnie zrobić siusiu to nie wszystko. Pani Grażyna doświadczyła, że trzeba znaleźć taki moment w życiu dziecka, w którym można wydobyć z niego ukryte możliwości. Dla jej syna było to pójście do szkoły. Odpowiednio stymulowany, zaczął po prostu pochłaniać wiedzę. Pisząc, korzysta z encyklopedii, słowników, interesuje się różnymi dziedzinami życia. Po lekcjach chodzi na zajęcia do domu kultury. Największą tragedią jest dla niego weekend, wakacje. Uwielbia szkołę, wolne dni to dla niego stracony czas. Jest bardzo samodzielny. To on robi matce herbatę, gdy źle się czuje.

- Jedyny mankament, to jego ogromna ufność wobec świata – mówi mama. - To cecha wszystkich dzieci z Zespołem Downa. Nie potrafią wyczuć żadnego niebezpieczeństwa, zagrożenia, są bezgranicznie otwarte. To dlatego nie puszczę Ignasia samego do kina, teatru, gdzie bardzo lubi chodzić. Jednak bez trudu ktoś mógłby mu zrobić krzywdę.

Podobnie jak Wiola, Ignaś nie przestał się rozwijać. Wciąż uczy się nowych rzeczy, a przecież skończył już 16 lat. Lekarze zmienili mu orzeczenie stopnia upośledzenia. Już nie jest on umiarkowany, ale lekki. Matka nie wie, co będzie dalej. Zdaje sobie sprawę, że pewnych rzeczy się nie przeskoczy, ale wierzy, że Ignaś ma jeszcze spore możliwości. Paradoksalnie, martwi ją tylko, żeby rozwój syna nie poszedł zbyt daleko.

- Te dzieci nie zdają sobie sprawy ze swojego upośledzenia – uważa. - Nie wiedzą, że są inne od swoich rówieśników. Jeśli to sobie uświadomią, jest to dla nich wielka krzywda. Nie chciałabym do tego dopuścić.

Nie to samo dziecko

Do kina jeszcze nie pójdzie Marek. To dla niego wciąż zbyt duży stres, obciążenie ponad siły. Ta bariera dopiero przed nim. Przybrana mama, Małgorzata Włodarek, jest jednak dobrej myśli.

- Teraz Marek to nie to samo dziecko – chwali. - Przestał się bać, wychodzi z grupą, ma kolegów, normalnie siedzi w ławce przez kilka godzin.

Marek jest dzieckiem padaczkowym z bardzo poważnymi zaburzeniami emocjonalnymi. Od najwcześniejszego dzieciństwa jest pod opieką ośrodka neuropsychiatrii. Przez cały okres szkoły podstawowej miał indywidualne nauczanie. Nie mógł być wśród innych dzieci, ponieważ wszystkiego się bał. Wiecznie z boku, wiecznie odizolowany. W domu nie mógł znaleźć sobie miejsca. Chodził z kąta w kąt, niespokojny, trudno mu się było skupić na czymkolwiek. Dziś ma 16 lat. Od dwóch lat chodzi do szkoły specjalnej. Powoli przełamuje swoje lęki, dopasowuje się do kolegów. Udział w głośnym festynie na podwórku to jeszcze dla niego za dużo. Ale nie chce iść do domu, uciec, schować się w jakiejś dziurze. Siedzi przy stoliku przed wejściem, jest tu ochroniarzem. Uspokoił się. Coraz częściej sięga po książkę czy gazetę i potrafi spędzić nad nią sporo czasu. Tu, w szkole, po raz pierwszy w życiu na własnej skórze poczuł deszcz.

- Kiedy na niego patrzę, to niesamowicie mnie podbudowuje – mówi Małgorzata Włodarek. - To taki mechanizm, który napędza człowieka. Jak poczucie głębokiego sensu.

--------------------------------------------------------------------------------

10 lat Handicapu
Rafał, Wiola, Ignaś i Marek to uczniowie wrocławskiej społecznej szkoły dla dzieci specjalnej troski "Handicap" przy ul. Stawowej 1a. Oprócz nich, w oddziałach szkoły podstawowej, gimnazjum i zawodowej (rzemiosła artystycznego) uczy się 51 innych dzieci. Szkołę założyło 10 lat temu Stowarzyszenie na rzecz Wyrównywania Szans Rozwojowych Dziecka o Obniżonej Sprawności „Handicap”, które stworzyła grupa terapeutów. Znajdują tu miejsce dzieci, dla których często to jedyna szansa nie tylko kontaktu z rówieśnikami, ale i rozwoju intelektualnego.
Autorka: Alicja Giedroyć

źródło: - Gazeta Wrocławska z 6 czerwca 2003r.

Publikacja za zgodą z upowaznienia red. naczelnego Gazety Wrocławskiej Stanisława Drozdowskiego

Krzysztof Bester sekretarz techniczny redakcji

Serwis Dar Życia serdecznie dziękuje za zgodę na publikację artykułu w całości.

© 2003-2010 Team Dar —ycia:: nota prawna :: biuro@darzycia.nowoczesny.pl
Polecamy: Katalog Stron | System Wymiany Bannerów | hosting | Tworzenie stron | Turystyka | Reklama | Psy | Praca | Ogłoszenia | Auto Giełda | Apteka internetowa | Sprzedaż linków | Ogłoszenia Łowicz | Przenośnik ślimakowy | Moda | podkład mineralny | puder mineralny | Herbata zielona sklep. |
reklama hotelu